Ten rok szkolny jest wyjątkowy. Jeszcze nigdy nie stworzyłam tylu papierów, jak ja tego nie lubię. Psu na budę te papiery, bo życia i rozwoju małego dziecka nie da się zapapierkować. Niech to chudy byk ... ciągle coś nowego. Ciężka będzie końcówka roku. Dwa konkursy taneczne (albo trzy, się zobaczy), przegląd teatrzyków, zajęcie połączone z diagnozą grupy, dokumenty, które muszę wypełnić dzieciom i na pewno wyskoczy coś jeszcze. Nie lubię robić czegoś, do czego nie mam przekonania, a wszystkie te PDW i KIPy to moim zdaniem jakiś dziwoląg, który ktoś wymyślił. A nie będę narzekać, muszę tylko na trochę zniknąć z życia blogowego i forumowego, może nie zniknąć tylko ograniczyć do niezbędnego minimum.
Ostatnio udało mi się skończyć 10 z 25 kartek wzoru z Jezusem i kawkę dla siostry (powstaną jeszcze dwa podobne obrazki, które mają w jej kuchni stworzyć mini serię). Kawka jeszcze nie prana i nie prasowana, zrobię to kiedy wyszyję wszystkie. Teraz zdjęcia
Aaaa i skończyłam też moją bransoletkę, tylko końcówek odpowiedniej grubości nie miałam, jest więc wykończona tak, jak umiałam. Szczytem moich marzeń to nie jest, ale jak na prototyp to i tak mi się podoba. Dodam w tajemnicy, że powstaje kolejna. Szukam grubszych końcówek, szukam i znaleźć nie mogę.
W kolejnym wpisie pokaże zdjęcie pracy mojej cioci, którą szczęśliwie udało mi się krzyżykami zarazić (to już moja trzecia na poważnie zarażona osoba)
I już tradycyjnie dziękuję komentatorkom, bardzo dziękuję i proszę o jeszcze, jako kop na ten trudny czas, który przede mną :)))